Na saksy do Saksonii. Migracje sezonowe na dawnym Śląsku #1
Migracje sezonowe ludności wiejskiej stanowiły istotny element przemian społecznoekonomicznych Europy Środkowej w XIX wieku.
Tło historyczne zagadnienia
W II połowie XIX stulecia, wraz z zanikiem systemu feudalnego oraz stopniowym uwalnianiem chłopów od zależności osobistej, zmieniła się znacząco sytuacja ludności wiejskiej, żyjącej na terenie Królestwa Prus. W 1871 r. doszło dodatkowo do zjednoczenia Niemiec i nastania stosunkowo długiego, trwającego do roku 1914, okresu pokoju w centralnej Europie. Dla rolników, żyjących na terenie Cesarstwa Niemieckiego, w tym położonego w Prowincji Śląskiej powiatu namysłowskiego, pojawiły się nowe możliwości zarobkowania poza miejscem zamieszkania.
Szczególnie na Śląsku, gdzie poziom wynagrodzeń w rolnictwie pozostawał stosunkowo niski, rozwinęło się zjawisko sezonowych migracji zarobkowych na zachód. Przede wszystkim udawano się do rolniczych regionów środkowych Niemiec, potocznie określanych jako „Saksonia” (Sachsen). Określenie „potocznie” nie pojawia się tu przypadkowo. Migracje obejmowały również inne regiony Niemiec, jednak popularność kierunku saksońskiego sprawiła, że to właśnie „Saksonia” i „saksy” stały się swego rodzaju skrótem myślowym oznaczającym tego typu sezonowe wyjazdy z przyczyn ekonomicznych.
Zjawisko to, znane jako „Sachsengänger” (dosłownie wędrowcy do Saksonii), obejmowało głównie ludność wiejską. Kobiety, mężczyzn oraz młodzież, podejmujących pracę sezonową w rolnictwie, zwłaszcza przy uprawie buraków cukrowych. Migracje te miały znaczenie nie tylko ekonomiczne, lecz także społeczne i kulturowe. Wpływały na styl życia, aspiracje oraz strukturę społeczną ludności śląskiej, w tym pochodzącej z ziemi namysłowskiej na Dolnym Śląsku.

Nasze źródło
Poniższy tekst stanowi wierne tłumaczenie artykułu autorstwa Karla Schillera, po raz pierwszy opublikowanego w marcu 1968 r. w Namslauer Heimatruf – ukazującym się już od 70 lat czasopiśmie dawnych mieszkańców Namysłowa. Zachowano możliwie dokładnie sens oryginału oraz jego charakter źródłowy.
Karl Schiller „Sachsengänger„
Aż do połowy XIX wieku nie było robotników przemysłowych w dzisiejszym znaczeniu. W czasach cechów istnieli czeladnicy i uczniowie. A nawet górnicy nazywali siebie górniczymi giermkami. Wraz z powstaniem fabryk wykształcili się współcześni pracownicy najemni.
Dla ludności wiejskiej naturalnym miejscem pracy był majątek ziemski. Przyzwyczajeni do tego wskutek wcześniej obowiązującej pańszczyzny i zależności od właścicieli ziemskich chłopi, po uwolnieniu od wszelkich powinności feudalnych pracowali nadal na majątkach. Czynili to już jednak za wynagrodzeniem pieniężnym – i wielu z nich zostało zawodowymi robotnikami rolnymi.
W warstwie chłopskiej istniała służba domowa, funkcjonująca według określonego porządku. Początkowo był to zwyczaj niepisany, lecz przestrzegany zarówno przez służbę, jak i przez gospodarza. Wyróżniano starszego parobka (zastępca gospodarza), starszą służącą jako oparcie dla gospodyni, następnie młodszego parobka, i tak aż po chłopca pasącego bydło, a także młodszą służącą i opiekunkę, będącą jeszcze w wieku szkolnym. W konserwatywnej Bawarii ten ustalony system służby utrzymał się aż do końca II wojny światowej.
Płace – zwłaszcza wypłacane w gotówce – były na Śląsku bardzo niskie. Im dalej na zachód, tym lepiej wynagradzano pracę rolną. Jednak już na Dolnym Śląsku majątki płaciły lepiej niż na przykład na Górnym Śląsku. Dlatego na wsiach było wielu drobnych rolników posiadających liczne rodziny, którzy dążyli do uzyskania lepszego zarobku i lepszych możliwości pracy.
Rozwiązaniem było sezonowe wędrowanie w poszukiwaniu dodatkowych środków finansowych. Tak więc wielu z nich kierowało się na zachód. Okolice Rogowa, Jordanowa Śląskiego, a także majątki z powiatów Lwówka Śląskiego, Wałbrzycha, Jawora i Legnicy werbowały robotników z powiatu namysłowskiego. Zazwyczaj w miesiącach zimowych przybywał do naszej okolicy urzędnik tych majątków, oferując pracę, wynagrodzenie, mieszkanie i deputat od wiosny do jesieni w zadowalającej wysokości.Pozyskiwał – w zależności od potrzeb – od 10 do 30 kobiet i dziewcząt do pracy w polu oraz mężczyzn i chłopców jako woźniców. Zawierano umowę (kontrakt) na cały okres od siewu do zbioru buraków cukrowych, czyli na sezon. W ten właśnie sposób powstało pojęcie pracowników sezonowych w rolnictwie.

Osoby zatrudnione na prace sezonowe były odbierane z rodzinnych wiosek przez majątki zaprzęgami konnymi z wozami skrzyniowymi lub drabiniastymi. Po zakończeniu zbiorów buraków cukrowych gastarbeiterzy odwożeni byli z powrotem do swoich wsi.
Niektóre majątki zapewniały także bezpłatny przejazd na Zielone Świątki. Zaprzęgi zatrzymywały się na 2–3 dni w wiosce, aby następnie powrócić do miejsc pracy. Jako siedzenia na wozach bez resorów służyły wiązki słomy.
Wraz z rozwojem linii kolejowych pojawiła się możliwość szybkiego i dalszego przemieszczania się na zachód. Magdeburska Börde, Altmark, Hesja oraz wszystkie ówczesne kraje „saskie” były pożądanymi celami. Tam praca rolnicza była jeszcze lepiej opłacana niż na Dolnym Śląsku.

Kuszące były te środkowe Niemcy od Łaby po Wezerę. Któż mógł oprzeć się pragnieniu, aby obok dobrego zarobku poznać również kraj i ludzi!
Plantatorzy buraków cukrowych w tych regionach zabiegali o pracowite, skromne i oszczędne śląskie dziewczęta i kobiety. W ciągu kilku lat część młodzieży z drobnych gospodarstw znalazła się w drodze do Saksonii. Nie tylko górnośląscy synowie i córki przekraczali Łabę. Ta
chęć wyjazdów objęła także Śląsk Środkowy i trudno było znaleźć wieś w powiecie namysłowskim, z której część młodzieży nie wyruszyłaby na zachód.
Dalszą część opowieści Karla Schillera o Ślązakach wyjeżdżających na roboty sezonowe „na saksy” przeczytacie w kolejnej części artykułu. Opublikujemy ją niebawem.
Literatura: 1. K. Schiller, Sachsengänger, [w:] Namslauer Heimatruf, nr 46 (marzec 1968), s. 18-20.

![]()
