Śląskie tradycje i zwyczaje wielkanocne
Z historycznego punktu widzenia ziemia namysłowska położona jest na obszarze Dolnego Śląska. Z uwagi na niemal całkowitą wymianę ludności, która nastąpiła po roku 1945, trudno jest doszukiwać się tu lokalnych tradycji, związanych z obchodzeniem najważniejszego w chrześcijaństwie święta – Wielkanocy.
Spróbujmy więc przyjrzeć się zwyczajom znanym dzięki przekazom etnografów, po dziś dzień być może utrzymanym w regionach Śląska zamieszkałym przez ludność autochtoniczną. Pamiętajmy o tym, że spore zróżnicowanie panowało pomiędzy katolickim Górnym Śląskiem, a zamieszkiwanym przez ludność w znacznej mierze protestancką Dolnym Śląskiem.
Podniosła atmosfera nawet w karczmie
Różnice dostrzegać można już w samym podejściu do poprzedzającego czas Wielkanocy okresu Wielkiego Postu. Katoliccy Ślązacy starali się unikać nadmiernego jedzenia już od Środy Popielcowej. Z kolei dla protestantów czas ograniczeń rozpoczynał się dopiero w Niedzielę Palmową. Dopiero po roku 1900 utrwalił się w śląskich gospodach zwyczaj wielkopostnego unikania rozrywek. Milkła wówczas muzyka, znikały tańce, unikano też spożywania mocniejszych alkoholi. Działo się to pomimo faktu, że spora część karczmarzy była Żydami. Asymilacja kulturowa była tak silna, że sami dbali oni również o odpowiedni wystrój lokali w okresie świątecznym.
Wielka Środa. Palenie żuru i Judasza
Poprzedzająca Triduum Paschalne środa zwana była na Śląsku “Żurową strzodą”.
Palenie żuru – Nie chodzi tu o popularną w okresie świąt wielkanocnych zupę. To bieganie po polach z zapalonymi miotłami. Symbolizuje to znaną z ewangelii scenę poszukiwania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (z niewiadomych przyczyn zwyczaj celebrowano nie w Wielki Czwartek, a dzień wcześniej). Żur lub skoczek to określenie dla starej, zużytej miotły, nasączonej smołą, naftą lub żywicą.
Palenie Judasza – Ubranego w czerwoną kamizelkę kościelnego wśród wrzasków wyganiano z kościoła, a następnie ganiano za nim z rózgami. Kościelny symbolizować miał apostoła-zdrajcę, tradycyjnie przedstawianego jako rudowłosy (stąd czerwone odzienie) mężczyzna. Przed świątyniami palono kukły Judasza, w Beskidach czyniono to nie w Wielką Środę, tylko w Wielką Sobotę. Zebranymi węgielkami okadzano konie, a resztki kukły chronić miały przed piorunami. W Skoczowie chodzi się po mieście z Judoszem – kukłą Judasza, a uczestnicy pochodu częstowani są tatarczówką, gorzką nalewką z tataraku.

Co królowało na wielkanocnych stołach?
W domostwach gościł żółty chleb, wypiekany z mąki kukurydzianej i z dodatkiem bakalii. Przed śniadaniem dzielono się jajkiem, spożywano też laskę chrzanu. Wszystko jedzono na zimno, w wielkanocny poranek nie wypadało rozpalać ognia! Typowo śląskimi daniami obiadowymi były z kolei: kluski z makiem, zupa z nowalijek (raczej pozyskiwanych ze szklarni niż z ogrodów), rosół na gołębim wywarze, pieczone jagnięcina i baranina, zapiekane w cieście szynki, ciasta z masą migdałową. W salonach bogaczy spotkać można było mostek cielęcy w sosie chrzanowym, comber jagnięcy z fasolką szparagową, peklowane ozorki z mieszanką warzywa. Pomimo zakończonego Wielkiego Postu jadano chętnie ryby – sandacza w sosie pieczarkowym i łososia na klarowanym maśle.
Nieznana święconka
Na Dolnym Śląsku nie praktykowano obrzędu święcenia pokarmów. W Wielką Sobotę w kościołach błogosławione były za to woda i ogień. Jajka, czasami zdobione, przynosili do świątyń katolicy, czyniąc to jednak w Wielkanoc. Obfitość kosza, którego zawartością dzielono się często z uboższymi parafianami, określała często status majątkowy posiadacza.
Wielkanoc
Wielkanoc rozpoczynała się uroczystą procesją duchownych i wiernych, która tuż po północy ruszała do Grobu Pańskiego. Z zasłoniętego krucyfiksu zdejmowano welon, krzyż przenosząc następnie na ołtarz. Godzinę po świcie odprawiano jutrznię, określaną łacińskim mianem „ressurectio” – zmartwychwstania. Ze śpiewem „Alleluja” na ustach trzykrotnie obchodzono świątynię w uroczystej procesji. Najważniejsi mieszkańcy miast, w tym burmistrz z rodziną, zajmowali w kościołach miejsca najbliższe ołtarzowi. Ubogie pospólstwo gromadziło się za w kruchtach, obserwując z oddali dostojników, często odświętnie ubranych. Niegdyś w kościołach wystawiano Dramat wielkanocny, sięgający rodowodem XII-wiecznych misteriów. Bywało, że przedstawienie stanowiło wstęp do zabaw i tańców. Zdarzało się w ich trakcie nawet demolowanie świątyń, przez co wystawianie Dramatu wielkanocnego ograniczano, a w 1568 r. zupełnie zakazano.
Dzieci szukały w ogrodach zajączka, czyli ukrytego podarku w postaci słodyczy. Popularnym zwyczajem, gromadzącym często całe miejscowości, było kulanie jajec z górki, przypominające nieco grę w golfa. Zdobione jajka staczano ze wzniesień w kierunku wgłębień w ziemi.
Poniedziałek Wielkanocny
Poniedziałkowy „Dünguss”, czyli „chlust wody”, to przykład mieszania się zwyczajów pogańskich z chrześcijańskimi. Nawiązuje do symboliki oczyszczenia, obmycia z grzechów. Młodzi mężczyźni zakradali się rankiem do domostw sąsiadów, smagając śpiących w stopy wierzbowymi witkami. Oblewane wodą były w zasadzie jedynie panny – od polania można było się wykupić drobnym podarkiem. W okolicach Cieszyna obwoziło się od domu do domu wózek z żywym kogutem, pobudzanym do piania ziarnem nasączonym w bimbrze.

Artykuł opublikowany został również na łamach 124 numeru Gazety Namysłowskiej z 31 marca 2026 r. O wielkanocnych zwyczajach pisały na naszej stronie także Milena Fakowska i Monika Mikołajczyk.
Wszystkim czytelnikom życzę w tym miejscu zdrowego, radosnego i rodzinnie spędzonego czasu Wielkanocy.

![]()
